O mnie

Gdybym miała opowiedzieć o sobie w 60 sekund, opowieść brzmiałaby następująco:


Kim jestem

Nazywam się Magdalena Dyrda (choć wolę jak mówi się do mnie po prostu Magda).

Jestem mamą Kubusia i partnerką Grzegorza (ale nazywam go „mężem”).

Moje studio znajduje się w miejscowości Cieszyn (woj. śląskie, przy granicy z Czechami, dojazd autostradą S1).


Mogłabym napisać, że zawodowo zajmuję się fotografią, ale to byłaby tylko część prawdy.


Od dziecka bardzo lubiłam obcować ze sztuką i zawsze chciałam ją tworzyć.

Obserwuję prace najlepszych fotografów na świecie i uczę się od nich, starając się jednocześnie wypracować swój własny, niepowtarzalny styl.


Nie chcę być kopią moich idoli. Chcę, aby patrząc na moje prace, można było rozpoznać, kto je stworzył.

Każda kolejna artystyczna sesja zdjęciowa przybliża mnie do mojego celu.

Czym więc się zajmuję

Skupiam się na tworzeniu zdjęć o charakterze artystycznym, ale wykonuję także klasyczne fotografie, które nie wymagają tak dużego wkładu pracy, przez co są one bardziej dostępne cenowo dla moich klientów.


Kim są moi klienci.

90% moich klientów to kobiety, które przychodzą na sesję same, lub przyprowadzają swoje pociechy.

Prawdziwe, naturalnie piękne kobiety, a nie dziewczyny z okładki.

Z takimi właśnie osobami lubię przebywać. Z osobami otwartymi, naturalnymi i miłymi.


Jaka jestem

Jestem bardzo otwartą, uśmiechniętą i optymistyczną osobą, której najbardziej zależy na miłej i swobodnej atmosferze podczas sesji.

Zależy mi także na jak najlepszym kontakcie z moimi klientami już po oddaniu zdjęć.

Bardzo lubię, kiedy przychodzą do mnie po raz kolejny.


Sama bardzo zżywam się z moimi klientami i cieszę się na ich widok na ulicy.

Nie jestem jednak typem rzepa, a wręcz odwrotnie — jestem nieśmiałą osobą (choć może tego po mnie nie widać).


W życiu jestem najzwyczajniej kobietą. Z dobrymi i gorszymi dniami. Czasem mocno zakręconą (no dobra — dość często).

Pilnuję jednak bardzo mocno terminów sesji i odbioru zdjęć (dzięki Ci Boże za kalendarz Google).


Jak już pisałam, jestem mamą — szczęśliwą mamą. Jestem też szczęśliwą „żoną”.

Tak, szczęście jest dla mnie na pierwszym miejscu. Na drugim zdrowie mojej rodziny. Później zadowolenie z efektów pracy i gdzieś tam na końcu pieniądze.

Staram się spędzać jak najwięcej czasu z rodziną.

Prywatnie jestem wiecznie uśmiechniętą, pozytywnie nastawioną osobą. 😀


Bardzo lubię swoją pracę, a w szczególności kontakt z klientami podczas sesji 😍.


Wolny czas spędzam zazwyczaj ze swoją rodziną (poniżej moje obie miłości) ❤️

Mój mężuś :)

Mój synuś :*

Ważny jest dla mnie ostateczny efekt sesji, więc muszę mieć czas na pomysł, na dobre przygotowanie, na sesję i na obróbkę.

Czas. No właśnie. To jest to, czego każdemu brakuje. Dla mnie ten czas jest najcenniejszy, dlatego też cennik sesji tworzę na podstawie czasu, który nad nią spędzę.

Niestety w pracy fotografa ten czas to nie wszystko, na co muszę zwracać uwagę. Sprzęt fotograficzny, wyposażenie studia, setki sukienek, szkolenia, z których mam zamiar w końcu korzystać — to wszystko kosztuje. I to niemało.

Nie dziw się więc, proszę, że ceny moich usług będą rosły, wraz z moim rozwojem, rozbudową studia i, nie ma co ukrywać, popularnością.


Jak pracuję

Wykonuję obecnie maksymalnie 3-4 sesje tygodniowo (no dobra, czasem więcej).

Staram się ich robić mniej, za to jeszcze bardziej skupiając się na każdej z nich.

Docelowo mam zamiar wykonywać maksymalnie 10 sesji miesięcznie.

Myślę, że wówczas każda z nich będzie dopracowana w 100%.

Czas na przechwałki :)


Nie lubię się chwalić, a najlepszą wizytówką mojej pracy są, myślę, opinie moich klientów, które możesz zobaczyć TUTAJ

Lubię być doceniana

Najlepszym prezentem dla mnie są pozytywne opinie moich klientów.

Lubię być także doceniana przez innych fotografów.

Dlatego też wysyłam moje prace do kilku galerii sztuki oraz na różne konkursy.

Co jakiś czas moje prace zostają docenione i wyróżnione.

Otrzymuję także cenne podpowiedzi oraz krytykę.

Daje mi to dodatkowego kopa do działania i rozwoju.

Moje zdjęcia znalazły się także w zagranicznych publikacjach – m.in. amerykańskich magazynach: „PROMO Magazine”, „Ellements” i „Human People” oraz międzynarodowych: „Gallery of Refined Art” , „THIS Magazine”, „ESSENCE Lookover” i „Inspire”.


Wyróżnione prace możesz zobaczyć TUTAJ

Pracuję dla klientów, którzy lubią mój styl.

Jestem artystą fotografem, a nie rzemieślnikiem, wykonującym codziennie podobne zdjęcia, dlatego też nigdy nie zajmę się np. fotografią do dokumentów.

Nie odnajduję się także w fotografii reportażowej, jak zdjęcia z wesela czy ceremonii ślubu, ponieważ pozbawiają mnie one inwencji twórczej, która w fotografii jest dla mnie i moich klientów najważniejsza (choć czasem jednak robię i takie zdjęcia - nie potrafię odmawiać 😜 ).

Nawet w fotografii mody staram się przemycić część siebie, przez co moje zdjęcia dla projektantów, producentów i sklepów są inne niż te, które widzimy zazwyczaj w sklepach internetowych.

Sztuka fascynowała mnie od zawsze, maturę zdawałam z historii sztuki i wybierałam się na ASP, ale jakoś życie potoczyło się inaczej i musiałam się wszystkiego uczyć samodzielnie.

Myślę, że pomogło mi to odnaleźć własną drogę oraz odkryć ścieżki, których na uczelni pewnie bym nie odnalazła.

Pracuję dla osób które rozumieją moje podejście do fotografii i nie starają się ograniczyć mojej inwencji twórczej i zamknąć w sztywnych ramach.

Jeśli jesteś osobą otwartą, tak jak ja, umówmy się na spotkanie i przy gorącej czekoladzie, smacznej kawie lub herbacie, pogadajmy o tym, co Ci się podoba, jaka sesja Cię interesuje i jaki masz cel oraz pomysły dotyczące sesji zdjęciowej.

Spędzimy czas na miłej rozmowie, poznajmy się bliżej i przystąpmy do działania, ustalając termin sesji i przygotowując się do niej.


Zadzwoń do mnie i umówmy się na spotkanie.

Mój nr. telefonu: +48 728 394 563

Czekam na Twój telefon codziennie w godzinach od 8 do 19.

Jeżeli nie odbieram, poczekaj chwilę, aż oddzwonię.


Możesz także napisać do mnie na Facebooku poprzez Messenger.

Sesje zdjęciowe wykonuję przez cały tydzień, łącznie z weekendem, ale maksymalnie trzy tygodniowo.